37. spotkanie – czyli wyprawa na Baranią Górę


W zeszłym roku o tej porze lecieliśmy do Wrocławia – pierwszy raz samolotem. Wracaliśmy pociągiem – dla wielu z nas to również był pierwszy raz. Pełni wrażeń pytaliśmy siebie, co następne? Jaki kolejny wielki krok możemy zrobić?

Większość naszych spotkań nie jest widowiskowa. Ot tak – spotykają się znajomi, dzieci się bawią i psocą – dorośli rozmawiają i cieszą. Jesteśmy rodzicami jak inni.

Ale raz do roku postanowiliśmy robić coś dużego. Pomysł przyszedł do nas sam  – dostaliśmy zaroszenie od Agnieszki do schroniska Przysłop na Baraniej Górze. Góry to ukochane miejsce wielu rodziców, ale też niedostępne dla naszych dzieci – takie mieliśmy pierwsze skojarzenia. I to był najważniejszy powód, żeby sprawdzić. Bo nie lubimy czuć się ograniczeni. Z takimi stereotypami w naszych i innych głowach walczymy. Mogliśmy spróbować dzięki Fundacji Bankowej im. dr. Mariana Kantona.

więcej o tym ➡️ Wyprawa w góry – jak to się zaczęło

Okazało się że bardzo wielu Niewidzialnych chciało się sprawdzić z nami. Ostatecznie wybrało się blisko 40 osób. Wczesnym rankiem wsiedliśmy do pociągu i pojechaliśmy.

Pociąg był pierwszą poważną próbą – wysiedzieć 5 godzin nie jest łatwo. Poprzednio nasze podróże były znacznie krótsze. Mieliśmy ze sobą małe dzieci, wózek, hałasujące i nadwrażliwe na dźwięki dzieciaki – istna mieszanka wybuchowa. Szczególnie, że na starcie czekaliśmy 30 minut bo pociąg miał uszkodzone drzwi – zdarza się. Czekaliśmy a potem jechaliśmy względnie spokojnie. Udało się! Choć byli i tacy, co omal nie wysiedli w trakcie podróży.

Z powodu opóźnienia nie było czasu na zakup jedzenia przy przesiadce do wynajętego autokaru PKS. A potem spacer… znaczy wspinaczka, no podejście. Nasi gospodarze ze schroniska przyjechali po najcięższe bagaże, ale iść trzeba było już na własnych nogach. Droga była całkiem wygodna, również dla wózka, jednak wymagała wysiłku i cierpliwości. Niektórzy byli głodni a informacja, że jedzenie czeka dopiero na górze nie była łatwa do przyjęcia. Ale szliśmy, pomagaliśmy słabszym, wspieraliśmy się w wysiłku i dotarliśmy.

Na górze czekał nas pyszny obiad, słodkości a wieczorem ognisko w kiełbaskami. Prowadzący schronisko i pracujący w nim są wspaniałymi ludźmi. Czuliśmy się świetnie.

Wieczorem czekało nas nowe wyzwanie – spaliśmy w wieloosobowych pokojach! Trzeba było się dopasowywać, korzystać ze wspólnej łazienki. Wspaniała lekcja zachowań społecznych.

Góry nagrodziły nasze trudny pięknym widokiem księżyca, rozgwieżdżonego nieba i cudnym wschodem słońca – choć nie wszyscy mieli siłę to wszystko zobaczyć.

Rano zaplanowaliśmy dwie różne trasy dla mniej i bardziej wytrwałych i ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu znakomita większość wybrała trudniejszą trasę – nawet ci co poprzedniego dnia narzekali.
Było super, dotarliśmy na szczyt Baraniej Góry i cieszyliśmy się widokami. Niektórzy już planowali, gdzie pójdą dalej podczas następnej tu wizyty.  Malownicze trasy kusiły by je wypróbować.

Kiedy jesteśmy większą grupą, w dzieciakach budzi się motywacja do pokonywania swoich słabości a rodzice nie czują obaw przed próbami. Mówi się, że autyści nie lubią zmian, ale większość z nich wspaniale sobie poradziła w całkiem nowych, trudnych warunkach górskich. Wielu nawet to polubiło.

Schronisko jest świeżo odnowione, zadbane. Obsługa sympatyczna. Dojście względnie łatwe – polecamy Wam do spróbowania.

Wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej, zostawiliśmy na pamiątkę słoiczek na tipy dla fantastycznych ludzi pracujących na Przysłopie. I po pysznym obiadku ruszyliśmy na dół. Wbrew pozorom, schodzenie też wymaga dużo wysiłku, dlatego mieliśmy zapas czasowy. Wszystko poszło świetnie.

Możemy ruszać na górskie szlaki – już wiemy że damy radę. Najwyżej nieco wolniej. Niektórzy już planują następny wypad!

Niespodzianki i wielkie emocje zaczęły się potem.
Więcej o naszym powrocie  ➡️ Powrót z Baraniej Góry – czyli dlaczego warto wierzyć w cuda

 

 

 


O Dorota Credo

Dorota jest pomysłodawczynią i główną organizatorką akcji "Niewidzialne Dzieci". Wyszukuje miejsca spotkań, załatwia dotacje, gadżety i zniżki na wejście do wielu miejsc. Jest skarbnicą pomysłów. Czasem pełni rolę fotografa na spotkaniach - gdy może oderwać się od spraw organizacyjnych. Najczęściej ona zajmuje się obróbką zdjęć, które widzicie na naszej stronie. Prywatnie jest mamą autystycznego Oskara.