Znów latamy!


Pamiętacie? W zeszłym roku polecieliśmy do Wrocławia. To była tylko część dużego projektu „Gdy podróż jest celem” – oswajaliśmy różne środki komunikacji miejskiej. Okazało się, że najwięcej wsparcia potrzeba było przy locie samolotem. Dlatego w tym roku powtórzyliśmy tę część dla całkiem nowych dzieci.

No to wsiadamy, wszyscy ciekawi i przejęci.Dzięki fundacji BGK polecieliśmy do Gdańska i z powrotem – w jeden dzień. Trochę szalony pomysł, bo wymagał wstania przed świtem… Jeśli samolot staruje o ósmej, trzeba wstać przed piątą!

Ale warto było!

Dzieciaki, które zaprosiliśmy do projektu, leciały pierwszy raz w życiu. Niektóre z nich mają niepełnosprawności, więc wymagały dużo naszej uwagi i wsparcia psychicznego.

 Stawili się też i wsparli nas cudowni wolontariusze! Ta grupa dzieci nie leciała ze swoimi rodzicami, ale mieliśmy już doświadczenie z zeszłego roku. Wiedzieliśmy, że damy radę.

Widoki z samolotu zachwycająNajtrudniej było chyba przed startem. Dzieci nie widziały czego się spodziewać, więc zadawały mnóstwo pytań. Ale po starcie niepewność ustąpiła miejsca zachwytowi. Na to liczyliśmy! Zaplanowaliśmy bowiem również powrót samolotem, więc od tej pierwszej podróży dużo zależało. Jeśli ktoś by się bardzo przestraszył, mielibyśmy napiętą sytuację cały dzień no i trudny powrót.  Ale poszło bez problemów i wyśmienicie.

Spacer w stronę Sopockiego moloNad morzem zaplanowaliśmy atrakcje – Aquapark Sopot  i spacer po plaży. Niestety, na więcej nie było czasu.

Morze przywitało nas z wielkim spokojem, nie było wiatru, fal i prawie ludzi – atmosfera odmienna od doświadczeń z wakacji. Było nieco chłodno. Kąpaliśmy się wcześniej w basenie z niezbyt ciepłą wodą, więc tak jakby w morzu 😉 i spacer po piasku całkowicie nam wystarczył!

W lekkich oparach absurdu…

Wybraliśmy się jeszcze na posiłek tam, gdzie dzieci lubią najbardziej! No, raz na jakiś czas można pójść przecież do McD!
Udało nam się trafić na taką restaurację ,na głównym pasażu Sopotu, która miała niezwykły pomysł – bramkę przed ubikacją. Wiecie, taki kołowrotek przepuszczający za opłatą.
Człowiek na wózku nie przejedzie, niewidomy nie zauważy a nasze dzieciaki… no cóż. Najpierw się wycofały, bo 2 złote to jednak dość drogo za siusianie. Potem okazało się, że jednak te pieniądze można odzyskać… w kasie, czyżby kolejna komplikacja żeby zniechęcić ludzi? Dodatkowo, na kwitku drukującym się przy wejściu do WC było napisane, że zwrot polega na udzieleniu rabatu na zakupy w restauracji! Tylko co, jak ktoś już się wcześniej najadł? Na szczęście, gdy stanowczo odmówisz kupowania czegokolwiek, oddają jednak w kasie monetę…
Kurczę! Specjalny automat z drukarką, jego zasilanie i serwis, papier paragonowy, całe to zamieszanie tylko po to, żeby mniej ludzi skorzystało z toalety?!? Jak to się komukolwiek opłaca?!

Już prawie mieliśmy, dla zabawy, dopasować się do absurdu i krążyć z jedną monetą w koło: wrzucać do automatu, wpuszczać dzieciaka, odbierać od pani w kasie i wrzucać do automatu i… tak jeszcze 20 razy.  Jednak, od razu, na początku jeden z naszych, niepełnosprawny, włożył monetę w… otwór z którego wychodzi paragon. Ta-dam! Złamał system! A jego siostra zakrzyknęła:
– Jak to cudownie mieć brata z  niepełnosprawnością!
Bo bramki otworzono na stałe i dla wszystkich! I wiecie co? Skorzystali tylko ci, którzy na prawdę potrzebowali!

Einstein powiedział ponoć, że kiedy wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, to przychodzi taki jeden, który nie wie, że się nie da, i on to właśnie robi. Dlatego właśnie z takimi dzieciakami zdobywamy świat.

Na koniec naszych przygód okazało się, że autobus kursuje raz na godzinę a WKD ma remont, więc jest w środku trasy jest nieplanowana przesiadka.  Na szczęście ostatniej chwili dowiedzieliśmy się o trudnościach i dotarliśmy do lotniska. UFFF… na czas! światła wielkiego miasta

W samolocie, może wiecie, też bywa ciekawie. Jeśli kupujesz najtańsze bilety, a nam, dzięki firmie Esky, takie się udało, to nie ma wpływu na to, gdzie siedzisz. Nawet jeśli wykupujesz 25 miejsc, tylko pojedyncze są obok siebie. Zazwyczaj to nie problem, ale my mieliśmy dzieci pod opieką… O ile poranny lot był dosyć pusty, to powrotny raczej nie… I tu znów zaprocentowała nasza odmienność. Autyści nie mają oporów by stanowczo prosić o zamianę miejsc 🙂

Powiemy Wam, że większość ludzi nie widzi problemu, by ustąpić osobie z niepełnosprawnością, szczególnie jeśli ona sama konsekwentnie brnie do celu. Dawajcie im wolną rękę w działaniu, będziecie zaskoczeni efektywnością!

Powrót był magiczny – zachód słońca i nocna Warszawa widziane z góry oczarowały nas na koniec udanego dnia. Dzieciaki były zmęczone, ale zachwycone. My, zresztą, też.

 

 


O Dorota Credo

Dorota jest pomysłodawczynią i główną organizatorką akcji "Niewidzialne Dzieci". Wyszukuje miejsca spotkań, załatwia dotacje, gadżety i zniżki na wejście do wielu miejsc. Jest skarbnicą pomysłów. Czasem pełni rolę fotografa na spotkaniach - gdy może oderwać się od spraw organizacyjnych. Najczęściej ona zajmuje się obróbką zdjęć, które widzicie na naszej stronie. Prywatnie jest mamą autystycznego Oskara.